Pomysł na wpis o tureckim podejściu do psów i kotów przyszedł mi do głowy kiedy jeszcze byłam w Polsce i… spadł śnieg. Podczas gdy ja hasałam sobie z radości idąc na autobus w grubej puchówce, wełnianej czapce i rękawiczkach i roztkliwiałam się dźwiękiem chrzęszczenia pod butami, internauci gorliwie komentowali zdjęcia tak zwanych ulicznych psów i kotów w… Stambule, udostępnione między innymi przez niektórych polskich celebrytów kochających zwierzęta. Tak się złożyło bowiem, że w podobnym czasie także większa część Turcji przeżywała atak zimy i mrozu, co może i szokuje wielu Europejczyków, jednak jest w tym kraju czymś w miarę normalnym ;)
Ale nie o tym miałam pisać.

W tym kontekście szybko więc rozeszły się po sieci zdjęcia psów i kotów ulicznych chroniących się przed zimnem w stambulskich galeriach handlowych, w sklepach, albo zaopatrzonych w izolujące od mrozu kartony i koce czy swetry:

Źródło: www.goodnewsnetwork.org

Źródło: www.goodnewsnetwork.org


Sklep z rajstopami w Stambule.

Jedni się zachwycali i wysyłali serduszka, drudzy ironicznie wytykali, że przecież pies w islamie jest zwierzęciem nieczystym, więc to na pewno jakaś ustawka, bo przecież niemożliwe, żeby „źli muzułmanie” dbali w ten sposób o zwierzęta. O ile staram się nie czytać jakichkolwiek dyskusji w internecie w trosce o moje zdrowie psychiczne, o tyle w tym wypadku nie mogłam sobie odmówić przejrzenia kilku-kilkunastu komentarzy wszystkowiedzących Polaków, którzy bez problemu wyciągali wnioski z faktów tak odległych od siebie, że aż mi imponowali. Przy tym stopniu internetowej wiedzy i pewności siebie aż dziwne, że Polacy nie są laureatami ostatnich pięciu edycji nagrody Nobla i nie tworzą najpotężniejszego państwa na świecie.

Ale darujmy sobie złośliwości ;)

Wróćmy do faktów.

Jakkolwiek dziwnie, zastanawiająco dla niektórych to wygląda, faktycznie podczas ostatniej zamieci śnieżnej w Stambule, ocenianej jako najostrzejsza od 20 lat, galerie handlowe otworzyły swoje podwoje dla ulicznych zwierzaków. Psów i kotów. Były to zarówno duże sklepy markowe, jak i małe sklepiki, upada więc argument o tym, że robiono to w trosce o „image” danej marki międzynarodowej. Bzdura, tu przykład małego sklepiku i kotów dla odmiany:

Źródło: https://www.thedodo.com/shop-opens-doors-stray-cats-2186408628.html

Źródło: https://www.thedodo.com/shop-opens-doors-stray-cats-2186408628.html

Właściciel tegoż sklepiku, niejaki Selçuk Bayal umieścił nawet napis na drzwiach: „Komu przeszkadzają koty, może tutaj nie kupować”.

Bo to oczywiście nie jest tak, że wszyscy Turcy jak jeden mąż lub żona z okazji śnieżycy otworzyli swoje sklepy, domy i zagrody, by powitać uliczne zwierzaki. Nie dajmy się zwieść pozorom i nie popadajmy z kolei w drugą przesadę. Nie zmienia to faktu, że na obywatelach kraju, w którym przy okazji pierwszych mrozów media od razu donoszą o ilości zmarłych z wyziębienia bezdomnych, musi to robić wrażenie.

No dobrze, śnieżyca śnieżycą, a… jak jest codziennie?

Kot i muzułmanie – dobry duet

Dla muzułmanów kot to zwierzę wyjątkowe, do czego przyczynił się prorok Mahomet, a raczej jego uwielbienie do kotki – Muezzy. Chociaż w Koranie i hadisach nie wspomina się o tym, znana jest opowieść o kotce, która uwiła sobie posłanie na szacie proroka. Kiedy wstał on rano by dokonać pierwszej modlitwy, nie chciał budzić ukochanej Muezzy, dlatego odciął rękaw szaty i modlił się z odsłoniętym ramieniem. Ponoć obudziwszy się kotka podziękowała mu ukłonem :)
Jest też opowieść o tym, jak Muezza uratowała proroka przed ukąszeniem węża – w podzięce za to prorok obdarzył koty umiejętnością spadania na cztery łapy. Mawia się też, że Mahomet bez obaw wypił kiedyś wodę z miski, z której napił się kot. Albo że kocia ślina wyleczyła go z ran powstałych przy spotkaniu z wściekłymi psami.

Jednym słowem dzięki przykładowi „z góry” koty dla muzułmanów mają rolę szczególną, traktuje się je jako zwierzęta czyste, pozwala się trzymać je w domu (o ile umiemy o nie odpowiednio dbać!), a wręcz zaleca się, by każdy muzułmanin opiekował się jednym bezdomnym kotem (choćby zostawiając miskę z karmą i wodą). Z kolei zły stosunek do tych zwierząt jest piętnowany, zabrania się także sprzedawania kotów. Koty chore powinny być otoczone opieką i leczone. I tak wracamy do punktu wyjścia: koty w potrzebie, np. przy niskich temperaturach i śnieżycach – mogą bez problemu ogrzać się… choćby w sklepach a nawet meczetach, które są dla nich otwarte.
Zresztą jest meczet stambulski, którego imama nazywa się wręcz „imamem kocim”, z racji jego sympatii do tych zwierzaków, i gdzie podczas modlitw koty chodzą sobie swobodnie pomiędzy wiernymi:


Jeśli czytacie po angielsku zachęcam Was do zajrzenia do tego artykułu o wspomnianym imamie tutaj (KLIK). Zresztą kto kiedykolwiek był w Stambule doskonale poznał zjawisko zwane „stambulskimi kotami”. Widoczne są wszędzie; na ulicach, w knajpkach, na ławkach. Kontemplują miasto zwane przez niektórych Catstantinopole (w nawiązaniu do Constantinopole). Najsławniejszym stambulskim kotem był tzw. Tombili, kot-bohater internetowych memów. Po jego śmierci na wniosek kilkunastu tysięcy mieszkańców dzielnicy Kadiköy stworzono mu podobiznę-rzeźbę w pozycji, której stał się najsłynniejszy (artykuł po angielsku tutaj).

Źródło: www.independent.co.uk

Źródło: www.independent.co.uk

Stambulskie koty mają swój profil na instagramie (tutaj: @catsofistanbul), stronę internetową (tutaj), powstał nawet dokument o kotach, którego niestety nie oglądałam jeszcze, ale dzisiejszy wpis przypomniał mi, że muszę – jako fanka kotów – to zaniedbanie haniebne czem prędzej nadrobić. Tu tylko zwiastun możecie obejrzeć:

Moje doświadczenia z tureckimi kotami to wielka nieskrępowana radość i mnóstwo zdjęć, z których sporo publikowałam na blogu (np. tutaj). Koty tureckie są przyzwyczajone do ludzi, można więc bezkarnie głaskać je i drapać pod bródką, szczególnie że wyglądają zazwyczaj na zadbane i są dokarmiane przez restauratorów, sklepikarzy i nie tylko. W samej Alanyi mieszkaliśmy kiedyś nieopodal słynnego w mieście „kociarza”, którego całe życie kręci się wokół dokarmiania kociaków i dbania o nie. Teraz widzę go częściej przy „kedi evi”, kocim domu, który znajduje się w centrum Alanyi w parku miejskim nieopodal portu. Pisałam o tej świetnej inicjatywie urzędu miasta przy okazji omawiania atrakcji naszego miasteczka. Lubię zaskakiwać moich turystów lub znajomych prowadząc ich właśnie do kociego domku, który jest inspirującym przykładem podejścia do kotów w tym kraju.

Kocia wioska nieopodal Antalyi. Źródło: www.ulusalkanal.com.tr

Kolejna kocia wioska nieopodal Antalyi. Źródło: www.ulusalkanal.com.tr

Psy i Turcy – to skomplikowane

Z psami sprawy nie wyglądają już tak różowo. Przede wszystkim w islamie pies jest zwierzęciem nieczystym, przenoszącym najrozmaitsze choroby. To dlatego zabrania się muzułmanom trzymać je w domach, szczególnie tam, gdzie są dzieci, bez konkretnego powodu. Nie powinno się ich przytulać, całować, itp. Powodem uzasadnionym do posiadania psa może być potrzeba pilnowania swojego biznesu: zakładu, sklepiku, jako pies-przewodnik, itp., jednak przy zachowaniu środków ostrożności (zakaz kontaktu psiej śliny z ludzkim pożywieniem, naczyniami, itp.). Nie oznacza to oczywiście, że psy są gorsze niż koty czy inne zwierzaki. Koran wyraźnie mówi, że zwierzęta na równi z człowiekiem zasługują na szacunek i dobre traktowanie.
Gorącokrwiści Turcy zresztą potrafią nawet pobić na ulicy kogoś za kopnięcie psa lub kota (słyszałam o takich przypadkach) ;)

IMG_4319

Religijne tradycje przekładają się na podejście do psów: Turcy nie są oswojeni z zachowaniem psów, boją się ich i po prostu schodzą im z drogi. O ile przez lata mieszkania w Turcji widzę wzrastającą ilość osób przygarniających do domu koty (w moim otoczeniu jest to niemalże lawinowy wzrost), o tyle właściciele psów są w zdecydowanej mniejszości. W Alanyi przede wszystkim spotkałam się raczej ze spacerującymi po mieście grupkami psów, które szczególnie upodobały sobie rejon plaży Kleopatry. Nie są agresywne, wprost przeciwnie, raczej przyjazne. Latem widać je kiedy chłodzą się w cieniu sklepików na ulicach, często w symbiozie z kotami.
W Stambule psów jest dużo więcej. Mówi się o liczbach rzędu 150 tys. psów na kilkanaście mln mieszkańców! Polityka państwa zakłada łapanie tych psów, odrobaczanie ich, szczepienie i kolczykowanie, a następnie wypuszczanie z powrotem „w świat”. Pojawia się też coraz więcej schronisk dla zwierzaków, skąd można wziąć do domu psa lub kota. Niestety wciąż popularne jest porzucanie rasowych psów jako niechcianych prezentów na Walentynki czy urodziny, albo po prostu wtedy, gdy mała puszysta kuleczka robi się zbyt duża i wymaga zbyt wiele uwagi… czytałam o tym, że 150 golden retreiverów dzięki lokalnym działaczom adoptowano i wysłano do stanu Atlanta w USA (źródło).
Więcej o psach w samym Stambule możecie po angielsku przeczytać tutaj (KLIK).

Okiem weterynarza

Aby mój wpis był kompletny postanowiłam wykorzystać nawiązane w Turcji znajomości :) Zapytałam koleżankę – lekarza weterynarii Małgorzatę Winecką, mieszkającą w Alanyi, która 5 lat temu odbyła w jednej z tutejszych lecznic staż, o opinię: jak według niej traktowane są koty i psy w Turcji?

Do lecznic faktycznie przyprowadza się głównie koty. Psy mają albo zamożniejsi Turcy, albo obcokrajowcy. Częstymi gośćmi są też osoby, które opiekują się ulicznymi zwierzakami. W Alanyi bezdomne psy są dokarmiane, ludzie wystawiają im miseczki przed dom czy sklep, zawsze coś dostaną. Podobnie koty; można zaobserwować po stanie futra, że są w dobrej kondycji. Niestety jednak czasem w mniejszych miejscowościach czy na wsiach bywają w fatalnym stanie. Dużo zależy od miasta. W Alanyi ludzie dobrze reagują na uliczne zwierzaki: nie boją się, podchodzą, głaskają.
W miesiącach letnich psów jest bardzo dużo w okolicach wysypiska śmieci w górach; tam wywożono swego czasu psy i do dzisiaj sporo tam mieszka. Jest to rozwiązanie dwuznaczne; z jednej strony mają tam sporo do jedzenia, jednak nie są sterylizowane, więc rozmnażają się w szybkim tempie, jest sporo młodych szczeniaków.
W mieście działa kilka grup osób na własną rękę pomagających zwierzakom. Ratują koty, zostawiają jedzenie; zarówno Turcy jak i obcokrajowcy. Zbierają między sobą środki na sterylizację zwierząt. To, czy zwierzak jest wysterylizowany można rozpoznać po „kolczyku” w uchu psa, co także oznacza, że został dodany do kartoteki. Koty też są sterylizowane; chociaż łapie się ich dużo mniej niż psów. Widzi się czasem kota z obciętym czubkiem ucha – to właśnie znak że został poddany zabiegowi.
Ja sama regularnie noszę ze sobą karmę w małych paczuszkach, którą można za 1 lirę kupić w marketach i dokarmiam koty.
Przed zimą przyjaciele zwierząt budują domki. Niedawno śledziłam w social mediach przygody jednego Turka w Stambule, który zbudował taką budkę własnymi siłami. Spotkało się to z ostrą reakcją sąsiadów; autor domku opublikował w internecie filmik z całej „awantury”, co przyniosło dobry skutek: jeden z sąsiadów zafundował zbudowanie porządnego 2-piętrowego domku :)

Gosia podpowiedziała mi też kilka ciekawostek, o których nie miałam pojęcia:

W Turcji już od ponad 2 lat rozwija się wdzięczny projekt tzw. „mamamatik” (mama oznacza po turecku karmę dla zwierząt), czyli automatów, gdzie po wrzuceniu pustej plastikowej butelki czy puszki napełniane wodą i karmą są miski dla zwierząt. Wygląda to tak:

Pugedon - genialny wynalazek ;)

Genialny wynalazek ;)

Możecie też tu obejrzeć filmik promocyjny:

W lecie także przypomina się o zwierzętach, które w upałach szczególnie potrzebują dostępu do świeżej wody. W Alanyi na billboardach wisiały takie oto plakaty Urzędu Miasta:

„1 miska wody, 1 miska jedzenia, czego więcej od Ciebie potrzebuję?”

Podsumowanie

Im bardziej zagłębiałam się w temat pisząc ten tekst, tym bardziej widzę, że ciekawych informacji i inicjatyw z terenu całej Turcji jest sporo. Nie sposób wymienić wszystkiego, ale mam nadzieję że zainteresowanym dobrem zwierząt choć trochę przybliżyłam tutejsze podejście. Nie jest ono proste i oczywiste. Wciąż chociażby normą jest, że w tureckich hotelach nie można nocować posiadając zwierzaka. Miejscówek przyjaznych pupilom jest bardzo mało, podobnie bywa zresztą z wynajmowaniem mieszkań – wielu właścicieli nie zgadza się na najem wraz ze zwierzęciem, nawet niewielkich rozmiarów, także kot budzi kontrowersje. Jak widać to nie tylko religia dyktuje zachowania – co wie każdy, kto w Turcji bywa trochę dłużej niż na wakacje – ale także zwykłe ludzkie poczucie przyzwoitości czy współczucie dla zwierzaków – lub jego brak. Można powiedzieć więc że my, Polacy, jak i Turcy, nie różnimy się od siebie zbytnio, także i w tej kwestii w obu krajach jest jeszcze wiele do zrobienia.

IMG_2926

Kociaki w stambulskim Pałacu Topkapı

IMG_3185

Wschód Turcji, nieopodal Nemrut Dağı

IMG_3860

Pod Błękitnym Meczetem w Stambule

"Gdzieś w Anatolii" (chyba w Pamukkale)

„Gdzieś w Anatolii” (chyba w Pamukkale)

 

Kot medytujący w Kapadocji

Kot medytujący zimą w Kapadocji

A to ja... 10 lat temu na wzgórzu Kale w Alanyi :)

A to ja… 10 lat temu na wzgórzu Kale w Alanyi… ależ byłam młoda (kot też!) :)

 

Mam nadzieję że wpis Wam się podobał, będę wdzięczna jeśli udostępnicie go znajomym. A może macie inne doświadczenia lub chcecie coś dodać? Zapraszam do komentowania :)