Trudno pisać notkę po jakiejś niezapowiedzianej dłużej nieobecności na blogu, bo nie wiadomo od czego zacząć. Czy się tłumaczyć, czy może zachowywać się jak gdyby nigdy nic :)

Od czasu ostatniej notki o reklamach były przecież Święta Wielkanocne (moje pierwsze od paru lat w Polsce), potem dużo załatwiania wizowego w związku z pracą w sezonie, a potem nie wiedzieć kiedy siedziałam już w samolocie do Stambułu. W Stambule spędziłam dwa szalone dni, powód był czysto zawodowy (‚odprawiałam’ naszą grupę studyjną na wycieczkę po Turcji), ale starałam się wyciągnąć z kolejnego krótkiego pobytu w Magicznym Mieście jednocześnie coś dla siebie prywatnie. Nie bardzo się udało (ostatnio mam duże problemy z organizacją czasu, czyżby jakiś kryzys egzystencjalny albo po prostu negatywny wpływ Turcji na moją poznańską duszę?), a wręcz skończyło się tym, że drapanie w gardle, które przywiozłam z Polski, zamieniło się w poważne choróbsko. Po przedostaniu się do Alanyi zamiast przygotowywać się do sezonu, czytaj: pracować w pocie czoła, cały niemal tydzień spędziłam owszem pocąc się, ale w domu przykryta kocem, nie mając nawet sił czytać książki, nie mówiąc o bardziej skomplikowanych czynnościach.

Szybko przeleciała ta zima, mamy wiosne, a ja czuję się już teraz bardzo zmęczona. Myślę, że jak dojdę do siebie za dni parę (co mam nadzieję w końcu nastąpi) poczuję przypływ energii. Tym bardziej, że pogoda sprzyja. Z dnia na dzień jest cieplej i bardziej słonecznie, w niektórych basenach napuszczono już wodę, a niemieccy i skandynawscy emeryci zaczęli z tego dobrodziejstwa skwapliwie korzystać.

Tymczasem, aby nie pozostawiać Was w klimatach nieaktrakcyjnych czytelniczo, publikuję reklamę pt. „Pewnej soboty w Stambule”, którą ostatnio zamęczam wszystkich. Cóż, nic nie poradzę na to, że tak bardzo mi się podoba ;)

Reklama mimo że promuje angielski samochód, została nakręcona w Turcji i jest tak bardzo turecka, że już bardziej nie można… po pierwsze: Stambuł i most na Bosforze. Po drugie: dwóch tak zwanych „łepków”, przekomicznych standardowych „nowobogackich” Turków. I po trzecie (i pewnie najważniejsze): Uczciwy starszy pan (jak nazywają takich Turcy ‚amca’, czyli wujek) oddający wyrzucony portfel. Na stronie facebookowej, której też tą reklamę zamieściłam jeden z Czytelników słusznie zwrócił uwagę, że pewnie w Polsce taka scena nie miałaby sensu… zresztą zobaczmy:

I jak się podoba? Ja dla samej muzyki (stary kawałek Orhana Gencebaya), „śmiechu mew”, miny starszego’amca’ i głupich wyrazów twarzy dwóch bohaterów głównych, zdecydowanie wybieram ten spot reklamą miesiąca :)

PS. Warto przypomnieć, że jutro w Turcji jest obchodzony Dzień Dziecka! Wszystkim dzieciom tym małym i całkiem dużym, życzymy więc, aby minął w radosny i niezapomniany sposób!