Dawno nie było już wpisu z aktualnie najciekawszymi reklamami prezentowanymi w tureckiej telewizji. A ponieważ ostatnio sporo ciekawych reklam się pojawiło, pora aby opublikować je na Waszym ulubionym blogasku ;) Będzie ich kilka, a co więcej z różnych, tak zwanych, beczek. I do śmiechu, i ku refleksji. Choć reklamy „śmieszne” zdecydowanie w ostatnim czasie przeważają, aż mam wrażenie, że starają się bawić na siłę, i ostatecznie są po prostu żałosne. Ale takich reklam tutaj prezentować nie będziemy ;)

Zaczniemy jednak poważniej i na serio, od reklam społecznych. Pojawia się ich coraz więcej, poruszają coraz to nowe tematy, a i realizacja bywa pomysłowa i całkiem nieszablonowa.

Jako pierwszy będzie spot, który obejrzałam po raz pierwszy ledwo kilka dni temu. Zaskoczył mnie bardzo, sami zobaczcie:

Na biednego pana nikt nie zwraca uwagi, a raczej jest wyraźnie unikany przez najbliższe otoczenie. Przyczyna? Wszystko wyjaśnia się kiedy lektor podpowiada:
– Myślałeś, że będziemy traktować cię jak człowieka? Ten kto podnosi rękę na kobietę, nie jest człowiekiem.
I hasło kampanii: „Önce adam ol” czyli „Najpierw bądź człowiekiem”
(Jest tu użyte słówko „adam”, które po turecku oznacza człowieka, ale także mężczyznę. Mówi się o kimś „adam gibi adam”, w sensie przyzwoitego, konkretnego człowieka).
Proste i dobitne.

Skoro jesteśmy w tematach społecznych pora na następną reklamę:

Gdyby nie lektor nie można by się domyślić o co chodzi. Oto co mówi:
– Przyjdzie dzień, kiedy nie będę już potrzebować tych oczu. Moje serce, płuca, nerki. Żadnego z nich nie będę już potrzebować. Przekazuję moje oczy [do transplantacji]. Dla tych szczęśliwych, którzy będą mogli oglądać świat pełen wspaniałości. Przekazuję serce, aby kochające serca nie zostały same. Płuca, nerki, wszystkie organy przekazuję aby ratować życie innych.
I slogan: Moim największym dziedzictwem są moje organy.

Trzeba przyznać że temat pięknie potraktowany i trafia do odbiorcy, jak myślicie?

To teraz coś lżejszego, tylko do oglądania, bez tłumaczenia i zbędnych wyjaśnień. W skrócie: miesiąc miodowy europejskiej pary w Stambule. 2 minuty 50 sekund w „chmurach” czyli tureckie linie lotnicze :)

Skoro jesteśmy w świecie tureckich specjałów na eksport, ostatnio Turcy zasmakowali w reklamach, w których pojawiają się obcokrajowcy. I oto jedna z nich.


Scenka przedstawia arystokratyczną angielską parę. Mąż postanawia przygotować çiğ köfte, turecki specjał i jak widać robi to w dość fachowy sposób. Kiedy przed jedzeniem żona chce umieścić zdjęcie potrawy w internecie, okazuje się że nie ma zasięgu.
Lektor: Jeśli wystarczająco mocno popracujecie, być może zrobicie çiğ köfte tak dobre jak my… ale róbcie co chcecie, nie będziecie mieli dobrego internetu. W kwestii zasięgu internetu Turcja wyprzedza Anglię (ponoć oparte jest to o jakieś badania). I o to chodzi! Ludzie z naszych ziem niech będą przykładem dla całego świata! Wszyscy razem, codziennie coraz lepiej.

Niezłe, prawda? Oto klasyczne połączenie tureckiego poczucia humoru (ha, ha; śmieją się Turcy widząc męczącego się z ucieraniem çiğ köfte Brytyjczyka albo potrawę nałożoną na srebrną tacę) z turecką dumą narodową. Lepsi nawet od Anglików! Ha ha, ależ mamy dobre samopoczucie ;)

Ciąg dalszy reklam z obcokrajowcami:

Druga z rzędu reklama sieci telefonii Turkcell oparta na tym samym pomyśle. Oto Afroamerykanie hiphopowcy spotykają się by posłuchać nowych muzycznych „kawałków”. Jednym z tych gorących numerów jest turecki, a właściwie ankarski taniec zwany misket. Jak wygląda można zaraz zobaczyć, bo niewiele myśląc panowie zabierają się do tańca. Kiedy próbują zawiadomić kolegę T-Doga, który ponoć bardzo lubi misket okazuje się, że telefon nie ma zasięgu.
I znów lektor wprowadza Turków w stan ekstazy mówiąc, że „Możecie i nawet tańczyć misket tak dobrze jak my, ale w kwestii zasięgu telefonii komórkowej Turcja jest lepsza od Ameryki”.

Niewiele zostało do dodania. Przejdźmy zatem do kolejnej reklamy, i … znów z obcokrajowcami!

Nowy Jork. Oto modelka Camille Desbos spotyka się w taksówce z piłkarzem tureckim Ardą Turanem. Kłócą się w którą stronę jechać (uptown, czy downtown). Na uspokojenie taksówkarz łamanym tureckim poleca im zatrzymać się na herbatę i simita aby znaleźć porozumienie.
I faktycznie – na Piątej Alei okazuje się być oddział słynnej knajpki z przekąskami „Simit Saray” (Simitowy czy też Obwarzankowy Pałac).
– Przy okazji – pyta taksówkarza Arda – skąd znasz turecki?
– W Turcji grałem w piłkę, bracie…
–  To czemu ja cię nie znam? – dziwi się Arda
– Wciąż byłem w rezerwie, bracie!
/co jest całkiem typowe dla wielu zagranicznych piłkarzy, których tureckie kluby zatrudniają dość często/.
Okazuje się, że poza wieloma lokalizacjami (jak np. Szwecja, Emiraty, Holandia czy Katar) Simit Saray ma wkrótce otworzyć oddział nawet w Nowym Jorku.
Na zakończenie w knajpce pojawia się sportowa dziennikarka Burcu Esmersoy, wita się z zaskoczonym nieco zbitym z tropu Ardą (w istocie ta para jest podejrzewana o romans ;))
Burcu: – Kim jest koleżanka?
Arda: – Koleżanka… jest turystką. Zjesz simita?

Cóż, odpowiedź w typowo turecko-męskim stylu i szybka zmiana tematu ;)

A teraz pora na jedną z moich ostatnio ulubionych reklam, z udziałem świetnego tureckiego komika Cema Yılmaza.


Oto do knajpki (jak z amerykańskich filmów) przychodzi detektyw.
– Czy znasz tego człowieka, koleś (ahbap) – pyta pokazując zdjęcie (na marginesie, na zdjęciu jest właśnie Cem Yilmaz, czyli ten sam człowiek, co za ladą).
– Ten człowiek? Kto to jest? Nieeee znam.
– Może to ci pomoże przypomnieć sobie – detektyw wyciąga banknot 100-dolarowy.
– Tego to ja nie wiem, ale to jest Benjamin Franklin! – cieszy się barman patrząc na banknot.
– Jeszcze popatrz na te zdjęcia.
– Kto to, jakiś artysta? Miejscowy czy zagraniczny?
– Zagraniczny artysta (uderza w dzwonek jak w teleturnieju). Odpowiadam… (podchodzi kuchcik)
– Nie przypominam sobie.
Detektyw zrezygnowany chce odejść, ale ekipa z baru woła go kpiąco pokazując 100-dolarówkę i zadając to samo pytanie (naśmiewając się z pytającego):
– Może to Ci pomoże powiedzieć. Co to za facet?
– No bracie, tak jest w filmach… tłumaczy załamany detektyw. – Że przychodzi detektyw.
– Niech przyjdzie (rozkręca się barman), w końcu niczego nie ukrywamy.
– … detektyw najpierw pokazuje fotografię – tłumaczy dalej – A pytany przez niego facet nie rozpoznaje. Potem detektyw wyciąga pieniądze a… pytany facet tym razem rozpoznaje!
Barman cieszy się: – No to powiedz, kto to! (wyciągając pieniądz). Tutaj następuje mała przepychanka, barman ewidentnie nie rozumie o co chodzi i próbuje dowiedzieć się kim jest człowiek ze zdjęcia, a detektyw tłumaczył, że on pierwszy pytał (ot, takie tureckie dowcipy).
Ostatecznie całkowicie załamany niezrozumieniem detektyw pyta:
– Jak to, nie oglądacie w ogóle filmów?
– Jakie filmy? (kelnerka cmoka wymownie). Boże Boże… Nie chodzimy do kina.
– Aha… – cieszy się detektyw wyciągając kartę kredytową – może to wam pomoże wybrać się do kina (okazuje się, że karta posiada zniżkę na filmy kinowe).
Na zakończenie filmiku Cem Yilmaz ucieszony dzwoni dzwonkiem i woła do detektywa:
– Już wiem kto to jest (pokazuje zdjęcie) ty! To pytanie podchwytliwe! To jesteś ty!

Przyznam szczerze że tłumacząc tutaj ten filmik z każdym zdaniem wątpiłam coraz bardziej w sens umieszczania tej reklamy na blogu. Chyba nikt z Was nie będzie się tutaj śmiał, tym bardziej że tłumaczenie nie oddaje w ogóle uroku oryginału. I chyba ja też, gdybym była w Polsce i nie rozumiała tureckiego, nie śmiałabym się zupełnie. A zatem dlaczego oglądając turecką tv reklama ta wzbudza we mnie tak nieokiełznaną wesołość? Za każdym razem kiedy ją widzę (i nie tylko ja), mogę się wręcz pokładać ze śmiechu obserwując grę słów, mimikę aktorów.
Najwyraźniej jest to kolejny dowód na totalną różnicę kulturową ;)

Na koniec zatem już ostatni przykład tureckiej tzw. śmiesznej reklamy (ha, ha, ha, zapewne powiecie z przekąsem rozczarowani powyższymi filmikami). Na zbliżające się Walentynki porada od producenta AGD:


Poważnie myślący o ukochanej człowiek (adam – znów się tu słówko tu pojawia) na Dzień Zakochanych kupi jej nie torebkę, a pralkę. Żart, żart, mówi lektor, oczywiście że żart. Kupi torebkę ale i nad pralką pomyśli… bo jest to człowiek który chce swoją ukochaną uczynić szczęśliwą, poważnie o niej myślący…

Jakkolwiek dziwnie to brzmi, z tej samej serii mamy jeszcze reklamę z kupowaniem nie róży (ale lodówki), albo kupowaniem nie perfum (tylko zmywarki) czy nie czekoladek (tylko piekarnika). Za każdym razem lektor chwali kupującego mężczyznę za to że jest tak praktyczny, poważny i przyszłościowo myślący… Powiedzcie sami, czy to jest zabawne? Bo ta estetyka akurat do mnie nie przemówiła… ;)