Przepis na muhallebi, turecki ramadan

Turecki Ramadan lub Ramazan

Post Ramadan (turecki: Ramazan; używam tych słów zamiennie) trwa. Kilka osób w moim otoczeniu wytrwale pości, odliczając dni do przyszłego weekendu, kiedy będzie można wrócić do normalnego trybu życia. Ja sama widzę, jak moje podejście do Ramazanu zmienia się w ciągu ostatnich paru lat. Najpierw idea postu mnie fascynowała, podczas mojego drugiego sezonu w Turcji w roku 2006 nawet podjęłam próbę poszczenia, która po jednym dniu skończyła się wizytą u lekarza i zastrzykiem w cztery litery. Zazwyczaj starałam się bardzo uważać z jedzeniem w ciągu dnia, bo wydawało mi się że wszyscy wokół mnie poszczą; szybko zorientowałam się, że jest wprost przeciwnie, i nikt nie przejmuje się moją bułeczką skubaną gdzieś na przystanku w niedzielny poranek. Po związaniu się z Królem Pomarańczy byłam początkowo bardzo negatywnie nastawiona do postu, krytykowałam bezsensowność całego tego założenia, bo przecież to niezdrowe, bo często to jedyna rzecz, której przestrzegają „niedzielni muzułmanie” (zamiast na co dzień lepiej się zachowywać wobec siebie i świata), i tak dalej. W kolejnym etapie byłam po prostu znużona tym, że niektórzy chodzą poddenerwowani, że trzeba chodzić wokół nich na paluszkach, szczególnie w ostatniej godzinie przed kolacją.

A w tym roku… po prostu cieszyłam się na nadejście postu. Nie obchodzi mnie to czy ktoś pości czy nie, i jakim jest muzułmaninem na co dzień – to nie moja sprawa przecież (wreszcie to zrozumiałam). Misja: zadomowienie zrealizowana w 100% :)
Ale dokładniej cieszę się na Ramazan dlatego, że to właśnie taki zmieniony rytm dnia, rytm życia. Coś innego, odmiennego, i odświętnego. No dobra, powiem Wam prawdę. Chodzi o to, że nie muszę gotować :)
Z racji pracy sami w domu nie gotujemy, bo obojga nas nie ma w domu. K.P. nie budzi mnie przed wschodem słońca, żebym mu przygotowała śniadanie (jeszcze czego!). Dla mnie oznacza to więc miesiąc urlopu w przygotowywaniu jedzenia dla naszej dwójki, a kto zna K.P. wie, że temat żywieniowy w jego przypadku nie jest łatwą sprawą, bo nie da się go nakarmić byle czym, na odczepne :)

W tym okresie przydaje się mieć mieszkającą blisko teściową, bo do niej Król skacze i na śniadanie czyli sahur, i na wieczorną kolację czyli iftar. Ona gotuje codziennie jak dla armii, zawsze będąc gotowa na przyjęcie niespodziewanych gości (gotuje naprawdę pysznie, więc gości jest sporo, a nakarmienie głodnego podczas miesiąca Ramadanu liczy się podwójnie :)). Samej mnie skapuje sporo ramadanowego jedzenia, które noszę następnie do biura w pudełkach :)

Przepis na muhallebi, turecki ramadan

Kolejny dzień i kolejna wyżerka

Przepis na muhallebi, turecki ramadan

Pide, świeże, pachnące, bo bez pide nie ma iftaru.

 

I powiedzcie, jak tu w takich okolicznościach nie kochać Ramadanu? :)

Ramazan to ponadto długie siedzenie wieczorem przy herbacie, rozmowy, nowe decyzje, nowe plany. Pod koniec Ramazanu, podczas 3-dniowego święta zazwyczaj ogłaszane są rozmaite Dobre Nowiny, które od dawna są tajemnicą poliszynela, np. zaręczyny, planowane śluby, i tak dalej. U nas też – w rodzinie szykuje się we wrześniu ślub, którego data ma być ogłoszona w zakończenie Ramadanu (z tego wesela na pewno zrobię Wam wypaśną relację).

Ponieważ mój udział w miesiącu postu jest jak widać nikły, co jakiś czas wpada mi do głowy spróbowanie czegoś nowego w kuchni, żeby chociaż poczuć się w temacie. W gotowaniu po turecku jestem mierna, K.P. zazwyczaj więc podchodzi jak pies do jeża do moich eksperymentów z tradycyjną kuchnią, ale tym razem się udało, i nawet moje muhallebi znalazło swoje miejsce na sahurowym stole.

Pewnie dlatego, że ten „budyń” to totalna prościzna i trudno byłoby go zepsuć. I dlatego też dzielę się z Wami przepisem, bo jest naprawdę pyszny! A co więcej, można go zrobić w wersji dla wegan lub alergików. Ale po kolei.

Muhallebi czyli orientalny pudding

Muhallebi to właściwie deser, który pochodzi oryginalnie z Persji. Jednak szybko podbił dalsze regiony, szczególnie kraje arabskie. Według legendy nazwa muhallebi pochodzi od nazwiska arabskiego generała al-Muhallab bin Abi Sufra. Tak bardzo polubił deser przygotowany dla niego przez perskiego kucharza, że nazwał go na swoją cześć.

W konsystencji danie to przypomina budyń, ale podaje się go na zimno: jest mleczny, z wyraźnym aromatem wody różanej i pomarańczowej oraz waniliowego aromatu, posypany cynamonem, orzechami lub w wersji bardziej orientalnej, płatkami róży :)

Pisałam kiedyś na blogu o dziwnych tureckich smakach (zobacz: Dziwne i ciekawe zwyczaje kulinarne w Turcji), wspomniany przeze mnie wtedy tavuk göğsü to także osmańska odmiana muhallebi z kawałkami piersi kurczaka…

Doczytałam się w internecie, że w Izraelu je się muhallebi (zwane tam malabi) na przerwanie postu podczas święta Jom Kipur. Z kolei żydowskie sefardyjskie rodziny w Turcji przygotowywały ponoć to danie na wesela, posypane płatkami róży i z dużą ilością wody różanej, jako symbol słodkiego życia pary młodej – z mleka nie krowiego, a migdałowego (wtedy nazywa się to po turecku keşkül)

Postanowiłam je przygotować i dać do przetestowania Królowi Pomarańczy na sahur. A ponieważ od dłuższego już czasu dryfuję wyraźnie w kierunku weganizmu, posiłkowałam się wegańskim przepisem na muhallebi z bardzo fajnego bloga One Arab Vegan. Jakby ktoś pytał: mój weganizm zupełnie K.P. nie przeszkadza, o ile nie ingeruję w jego potrzebę zjedzenia krwistego kawałka mięsa co jakiś czas. Mleko odstawiliśmy oboje, z korzyścią dla samopoczucia.

Przepis na muhallebi – oryginał w j.angielskim jest tutaj: Vegan Muhallabia

Przepis na muhallebi – po wegańsku

(oczywiście możecie użyć krowiego mleka)

4 porcje

Składniki muhallebi

  • niecałe 2 szklanki (ok 480-500 ml) mleka sojowego , migdałowego lub krowiego w wersji niewegańskiej
  • 60 ml cukru lub ksylitolu
  • 4 łyżki stołowe skrobi lub mączki kukurydzianej (można zamiennie użyć mąki ryżowej, ale nie próbowałam)
  • 1 łyżka stołowa wody z kwiatów pomarańczy (można kupić taką w sklepach orientalnych lub z naturalnymi produktami, albo zrobić samemu (przepis niżej*), ja nie miałam, więc po prostu wkropiłam kilka kropel soku z wyciśniętej pomarańczy i dodałam odrobinę aromatu waniliowego
  • 1/2 łyżki wody różanej spożywczej (jak wyżej, kupicie tanio w sklepach orientalnych)
  • Coś do przybrania: suszone płatki róży, płatki migdałów lub pistacji, rodzynki, cynamon, a nawet wiórki kokosowe.

*przepis na wodę pomarańczową (fajna na lato tak na marginesie): 1 litr wody mineralnej, 2 pomarańcze, 2 łyżeczki cukru waniliowego. Z pomarańczy wycisnąć sok, przelać przez sitko, dodać wodę mineralną i cukier, wymieszać, dodać kostki lodu i voila!
Do picia fajnie smakuje ze świeżą miętą.

Wykonanie muhallebi

  1. Do połowy ilości mleka wsyp skrobię kukurydzianą i dokładnie wymieszaj rózgą lub widelcem, aby w pełni się rozpuściła.
  2. Wlej miksturę do średniego garnka, wstaw na nieduży ogień i dolej resztę mleka, cukier lub ksylitol i wodę pomarańczową i różaną. Mieszaj cały czas aż konsystencja zrobi się gęsta, budyniowa (najlepiej silikonową szpatułką lub drewnianą łyżką).
  3. Wlej deser do 4 miseczek i zostaw do ostygnięcia na godzinę. Przed podaniem schłódź w lodówce a wierzch posyp dodatkami.

Smacznego!

Mi deser bardzo odpowiada, jest lekki i aromatyczny, a Król Pomarańczy zjadł go ze smakiem, co dla mnie jest najlepszym testem na to, że mi wyszło :-)  Powinnam na zdjęciu budyniu wkleić grafikę stempla o treści „Zaakceptowane”, ha, ha. Moją porcję posypałam ponadto kawałkami truskawek, i to był świetny pomysł.
Myślę że w przyszłości będę kombinowała z wersjami tego deseru, można np. dać do miseczek na spód coś w rodzaju podkładu ze zmielonych daktyli, kakao i orzechów z olejem kokosowym, a na wierzch polewę z owoców albo jakąś zżelowaną ziarnami chia galaretkę owocową. Ach! Rozmarzyłam się…

Więcej wpisów (a nawet przepis na ramazanowy chleb – pide) znajdziecie na blogu tutaj (klik)