Przez tych wiele lat w Turcji nazbierało się trochę ramazanowych wpisów na blogu. A ponieważ dziś tegorocznego postu dzień piąty, przydałaby się jakaś kompilacja, mówiąc krótko… ramazanowy pakiet.

Nic się nie zmieniło

Od kilku lat obserwuję zmiany kulturowe w kwestii postu. Kiedy zaczynałam pobyty w Turcji miesiąc postu zwany „miesiącem sułtańskim” (czyli najważniejszym w roku) przypadał na jesień. Było chłodniej, dni krótsze – poszczących było więcej. Z każdym jednak rokiem widzę że ilość poszczących w moim otoczeniu powoli i stabilnie maleje. Co ciekawe, odwrotnie proporcjonalnie do ilości reklam i ramazanowych akcentów w mediach. Najwyraźniej dla agencji reklamowych i domów mediowych hasło ‚Ramazan’ ma taką samą rangę jak ‚Dzień Zakochanych’, ‚Dzień Matki’ czy ‚Nowy Rok’ – oznacza kolejny pretekst, aby wypromować i sprzedać jakiś produkt. Ponadto Turcy z roku na rok coraz bardziej zaczynają przypominać Europejczyków. Mamy podobne nawyki, podobny styl życia, podobnie się ubieramy. Różni nas coraz mniej – także w podejściu do religii zaczynamy się do siebie upodabniać. I choć wiele osób z dumą powie „Jestem muzułmaninem”, to kiedy zapytamy o datę ostatniej wizyty w meczecie, albo (lepiej) datę ostatniej konsumpcji alkoholu, nie mówiąc już o jakimś teoretycznym zagadnieniu islamu, odpowiedzi będą mówić same za siebie. Zawsze uważałam że jesteśmy w wielu kwestiach… po prostu braćmi ;)

Ramazan dla turysty

Coraz częściej spotykam takich turystów, którzy nawet nie wiedzą, że ich wakacje w Turcji przypadają na okres postu. Kiedyś omijało się ten okres bo przecież restauracje mogły być nieczynne, a głupio tak chodzić po ulicy objadając się gotowaną kukurydzą… Tymczasem faktycznie w Turcji można o Ramazanie zapomnieć! W bocznych uliczkach Alanyi owszem – konserwatywne lokanty nieczynne są przez cały miesiąc, natomiast typowy turysta raczej rzadko kiedy do nich trafia. Kawiarnie, restauracje, bary – pełne są ludzi i nikt tu nie patrzy na konsumujących wilkiem. Wiem, bo sama stołuję się teraz na mieście (nie za bardzo mam kiedy gotować a i nie mam motywacji, skoro KP pości)… Co więcej tak lubiane świąteczne dekoracje i napisy – szczególnie rozwieszane przy meczetach – też jakoś w tym roku nie rzucają się w oczy. Czy to efekt polityki rządzącej od roku w Alanyi partii (Nacjonalistyczna Partia Działania – MHP)? Czy inna przyczyna? Nie wiem.

Godziny

A kto przestrzega ma w tym roku nielekko. Owszem, pogoda przyjemna, jak na czerwiec niegorąco, wieje przyjemny chłodzący wiaterek a temperatura to 28-30 stopni czyli mówiąc krótko luzik. Za to godziny postu… Oto w Alanyi w tym roku startuje się z poszczeniem o godz. 3:40 a przerywa się post o godz. 20.20! Daje to nam prawie 17 godzin bez jedzenia i picia. Co więcej, jako że mamy dopiero początek lata dni codziennie są tak samo długie. Jak co roku jestem pełna podziwu dla tych, którzy mają w sobie tę mocną wiarę dzięki której wstają tak wcześnie by zjeść posiłek przed brzaskiem. Mnie by się po prostu… nie chciało. Godziny wyznacza imsakiye – o ramazanowych kalendarzykach pisałam rok temu, warto poczytać, bo ciekawe ;)

Ramazanowy klimat

Dla mnie Ramazan równa się ramazanowe pide. W ciągu roku można je rzadko spotkać w piekarniach, teraz widoczne jest wszędzie. Fotorelację z ramazanowej piekarni koło mojego biura publikowałam dwa lata temu tutaj, a rok temu sama piekłam pide w domu. Polecam przepis, bo jest prosty, a pide smakuje nie tylko muzułmanom ;)

Jeśli chcecie też poczytać więcej wpisów które opublikowałam przez te lata na blogu w temacie Ramazanu oto mały przegląd: Ramazanowe obserwacje z roku 2008 , zapiski z roku 2009, tutaj m.in. o tym jak sama próbowałam trzymać post ale mi nie wyszło, wpis z roku 2010 kiedy już zauważyłam że w upale miesiąc ten wygląda zupełnie inaczej i rok 2011 kiedy m.in. narzekałam jak to jest obcować z ludźmi poszczącymi.

Morał językowy

Kiedy już przerobicie te wszystkie wpisy być może niektórzy z Was zaczną się zastanawiać dlaczego wszędzie piszę Ramazan, kiedy w Polsce  i na świecie używa się słowa ‚Ramadan’? Już spieszę wyjaśniać: Turcy jak wiemy używają języka tureckiego, a nie arabskiego. Nazwy i słowa z arabskiego, który to język jest przecież ściśle związany z islamem – przerobili po swojemu. Począwszy od prostego merhaba (w arabskim zdaje się „marhaba”), poprzez pozdrowienie Selam aleykum (w arabskim: As salamun alaykum) aż do wielu terminów religijnych… takich jak Ramazan właśnie. Dlatego rozmawiając z Turkami użyjemy tego słowa, podobnie jak zamiast nazywać fajkę wodną „sziszą” w Turcji powiemy nargile – bo inaczej możemy nie być zrozumiani. Tak – Turcy są inni pod wieloma względami ;)